|
2011-12-13 14:59
Kanina do wpisu:
OFE - o co tu naprawdę chodzi?
Zamachem stanu na wolność obywateli, to było ich zmuszanie do wpłat części swoich wynagrodzeń[...]
2011-09-08 01:56
Chorwacja Wczasy do wpisu:
Balcerowicz: Kryzys finansowy czy kryzys myślenia?
Bardzo ładne tłumaczenie, bardzo dobry tekst...pozdrawiam !
2011-06-07 15:52
meble na wymiar kraków do wpisu:
Jakub Rak: Czy chciwość jest winna…?
Mam prawie wszystkie ich książki :P
Nieprawdą jest utrzymywanie przez ministra finansów, że na nacjonalizacji OFE emeryci nie stracą. Nieprawdą jest też twierdzenie powtarzane przez Krzysztofa Rybińskiego, że stracą. Prawdą natomiast jest to, co powtarza profesor Leszek Balcerowicz, że zamach na OFE ma znamiona zamachu stanu; godzi w wolność obywateli i elementarną odpowiedzialność państwa. Rostowski czy Rybiński?
Fundamentalną cechą świata, w którym żyjemy jest niepewność przyszłości. Nikt z nas nie wie, co przyniesie jutro, czy nawet następna godzina. Minister Jacek Rostowski i profesor Krzysztof Rybiński nie mogą więc wiedzieć, czy okrojone (znacjonalizowane) OFE zarobią więcej czy mniej. To zależeć będzie od wielu skomplikowanych i nieprzewidywalnych okoliczności. Można w tej sprawie co najwyżej domniemywać. Każdy dealer czy menadżer funduszy inwestycyjnych wie, że prawdopodobieństwo iż zwrot na kapitale zainwestowanym w fundusze akcyjne, czy inne ryzykowne papiery wartościowe – w długiej perspektywie, a za taką uważa się co najmniej 20-25 lat i więcej - jest wyższy ( 9 proc.) niż zwrot na kapitale ulokowanym bezpieczniej, to jest na lokatach bankowych (ok. 4 proc.) czy w funduszach inwestujących w obligacje skarbu państwa (ok. 6 proc.). Utrzymywanie przez ministra finansów, że jest odwrotnie jest równoznaczne z wprowadzaniem opinii w błąd; rentowność funduszy „bezpiecznych” może być wyższa od rentowności „narzędzi ryzykownych”, ale raczej nie będzie. Chyba, że w krótszej perspektywie lub w warunkach dotkliwego kryzysu finansowego (czy monetarnego) bądź inflacji. Takie warunki trwają nieprzerwanie od połowy 2008 roku. Jeśli nawet indeksy giełdowe od kilku miesięcy rosną, to dzieje się tak nie z powodu wzrostu gospodarczego, lecz inflacji, która doprowadza do spadku siły nabywczej pieniądza, a tym samym wzrostu cen aktywów giełdowych. Widać to szczególnie dobitnie w odniesieniu do indeksów Dow Jones Industrial Average (NYSE) czy Nikkei (giełda tokijska), które rosną, mimo że gospodarki, które wskaźniki te opisują, znajdują się w stagnacji (stagflacja) czy nawet się kurczą. Zjawisko takie – począwszy od 2000 roku i kryzysu dot.com – nazywane jest „bańką mydlaną”. Sądząc po zapatrywaniach obecnych elit rządzących w Stanach Zjednoczonych, Japonii czy Unii Europejskiej, traktują one politykę ekspansji kredytowej, a więc główną przyczynę inflacji i dekoniunktury, jako podstawowy mechanizm państwa opiekuńczego. Zresztą dopóki paradygmat państwa opiekuńczego (czyli interwencjonizm) nie zostanie zastąpiony innym paradygmatem, na przykład, standardem złota czy zakazem mieszania się państwa do gospodarki, dopóty bańki mydlane będą wzbierać i co jakiś czas pękać, pozbawiając szarych zjadaczy chleba oszczędności, w tym także emerytur. I to wyjaśnia dlaczego pomyłka profesora Rybińskiego jest równie prawdopodobna, co teza ministra Rostowskiego. Racja Balcerowicza
Na jakiej podstawie zatem twierdzę, że profesor Leszek Balcerowicz – który, podobnie jak profesor Rybiński, opowiada się za pozostawieniem emerytur w OFE - ma rację? A no na takiej, że były prezes NBP nie skupia się na wydajności (rentowności) poszczególnych rozwiązań, lecz na samej nacjonalizacji, która z natury jest zdarzeniem szkodliwym. Nie po to robiliśmy transformację, nie po to odwoływali się do rynku, jako ostatecznego arbitra, żeby rząd wracał do retoryki z czasów PRL, że państwo - czyli politycy - wie lepiej, jak uszczęśliwić obywateli. Tymczasem wszyscy dobrze wiemy, że państwo wie gorzej, a jeśli nawet wie lepiej, to i tak wszystko sknoci. Nie ma dziedziny gospodarki, czy nawet życia społecznego, która w wykonaniu państwowym byłaby bardziej wydajna niż w wydaniu prywatnym. Tak jest w Polsce, w Zambii czy w Stanach Zjednoczonych. Jesus Huerta de Soto[1] idzie nawet dalej, twierdząc, że tylko to co sprawiedliwie jest efektywne (i odwrotnie). Podobnego zdania jest noblista Friedrich von Hayek[2], piszący, że do polityki idą najmniej ambitne elementy, czy inny wybitny ekonomista amerykański, Israel Kirzner[3], utrzymujący, że przy podejmowaniu prawidłowych decyzji gospodarczych potrzebna jest czujność przedsiębiorcza, a jak wiadomo, dobry czyli prawdziwy przedsiębiorca do polityki nie idzie. Eufemistycznie mówiąc, to nie jest dziedzina potrzebująca jego wiedzy i odpowiadająca jego temperamentowi. Profesor Leszek Balcerowicz, który spędził w polityce kilka lat dobrze o tym wie. Dlatego gotów jest zawrzeć pakt z szatanem, by wespół z tym ostatnim wydrzeć z rąk rządu prywatne pieniądze Polaków. Rzetelnością naukowca i poczuciem przyzwoitości tłumaczę sobie koalicję profesora Balcerowicza z lewicowym (a więc programowo opowiadającym się za nacjonalizacją?) profesorem Jerzym Hausnerem. Obaj panowie dobrze wiedzą, że pieniądze obywateli w rękach rządu to recepta na kolejny kryzys. O co więc chodzi naprawdę?
W kwestii wysokości emerytur postuluję pozostawienie pieniędzy poza zasięgiem polityków, a więc w rękach ich prawowitych właścicieli. Gwarancje państwa, na które powołuje się minister Rostowski są iluzją. Państwo pieniędzy nie zarabia. Wszystko co posiada pochodzi z konfiskaty mienia obywateli. Koszty gwarancji również zostaną pokryte z podatków, które siłą rzeczy uszczuplą zasoby przyszłych emerytów. Niech więc przyszli emeryci sami o losie swoich pieniędzy zdecydują. Pod warunkiem, że jeśli już prywatna część emerytury musi być złożona w OFE, bo durne lex sed lex, rynek otwartych funduszy emerytalnych zostanie uwolniony od paraliżujących go (i obniżających rentowność składki emerytalnej) regulacji rządowych, kontroli cen i opłat oraz arbitralnie (uznaniowo) przyznawanych licencji, które powinny zostać zastąpione bezcenną, wolną konkurencją. Nawet za cenę pomyłki w alokacji czy straty na rentowności. Wolność człowieka, jego prawo do decydowania o własnym losie, i ponoszenia konsekwencji tych decyzji, jest warta więcej niż kilkaset złotych miesięcznie na stare lata. Dlatego idealnie by było, gdyby sprawą emerytur zajmowali się przyszli polscy emeryci w zaciszu swoich domostw, a nie fałszywi święci Mikołajowie w świetle jupiterów. I tylko o wolność i prawo dysponowania owocami własnej pracy, a nie o żadne emerytury Polaków toczy się naprawdę walka „w temacie OFE”. Autor: Jan M Fijor
[1] Jesus H. de Soto Sprawiedliwość a efektywność, tłum. K. Śledziński, Fijorr Publishing, Warszawa 2010. [2] Friedrich A. von Hayek, Droga do zniewolenia, tłum. K.Gurba,L.Klyszcz,J.Margański,D.Rodziewicz, Arcana, Kraków 2000. [3] Israel Kirzner, Konkurencja i przedsiębiorczość, tłum. K. Śledziński, Fijorr Publishing, warszawa, 2010.
2011-03-17 12:07
|